Rozdział I
Obudził mnie dzwonek obwieszczający ,że czas wstawać. Otworzyłam oczy i wyciągnęłam rękę w stronę telefonu. Wyłączyłam alarm. Była 7.00. Z żalem odrzuciłam ciepłą kołdrę i wstałam. Założyłam okulary leżące na mojej szafce nocnej. Otworzyłam szafę i po chwili namysłu założyłam koszulkę z dziwnymi wzorami ,do tego rurki. Lekko pomalowałam usta błyszczykiem. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Spojrzałam w stronę lustra. Patrzyła na mnie drobne szatynka z okularami na nosie. Przeciągnęłam się i ruszyłam do kuchni. Mieszkałam w ogromnej posiadłości głównie dlatego że mój przyrodni ojciec -Bill Wayne- był miliarderem. Postanowiłam przyrządzić naleśniki. W chwili gdy kończyłam smażyć do kuchni zajrzała ruda czupryna Hansa. Hans był dla mnie jak brat. Naprawdę przystojny często otoczony przez klejące się do niego dziewczyny.-Co robisz? -ziewnął Hans. Zapomniałam dodać że jest również strasznym śpiochem.
-Naleśniki. Nie sądziłam że będzie ci się chciało wstać. -powiedziałam podrzucając naleśnika.- Idź się ogarnąć bo ci nie dam -pogroziłam mu palcem.
-Oj dobra dobra. -przeciągnął się.
Po chwili znikł za drzwiami łazienki. Skończyłam smażyć i zaniosłam śniadanie do jadalni. Usiadłam na swoim miejscu i wzięłam naleśnika. Po chwili do pokoju wparował już ogarnięty Hans. Usiadł i zaczął jeść. Podczas posiłku rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Gdy skończyliśmy jeść była 7.30. Czas dość szybko zleciał.
-Szykuj się Van jedziemy do nowego liceum -powiedział Hans uśmiechając się od ucha do ucha.
-Ta...-wymruczałam i poszłam do swojego pokoju. Hans zawsze łatwo zdobywał nowych kumpli. Ja byłam inna. Gdy trafiałam do miejsca gdzie nikogo nie znałam zamierałam. Do tamtego dnia... Podobno miałam wysoką inteligencję przez co szybko stałam się klasowym prymusem. Nie miałam co zrobić z wolnym czasem prze co uczyłam się. Hans -który był o rok ode mnie starszy- mimo iż był prymusem miał duuuużo przyjaciół. Weszłam do garażu gdzie już czekał Hans oparty o swoje Porshe. Posłusznie wsiadłam. Dojechaliśmy do szkoły w 5 minut. Poszłam za Hansem do budynku szkolnego. Na korytarzu spotkaliśmy dyrektorkę.
-Dzień dobry. Jesteśmy nowi w liceum. Nazywam się Hans Wayne a to Vanessa -przywitał się Hans.
-Och dzień dobry. Chyba was sobie przypominam idźcie do pokoju gospodarzy Nathaniel zaznajomi was ze wszystkim. - I już poszła przed siebie.
-Hans idziesz?- zapytałam widząc jego roziskrzony wzrok.
-E tam! Potem tam wpadnę. Idę poszukać innych. Powodzenia Van!- Krzyknął i już go nie było.
Rozejrzałam się zaniepokojona. Przecież dobrze wie że nie umiem rozpoczynać rozmów. Ruszyłam na poszukiwania pokoju gospodarzy. Mijałam drzwi: "klasa A" "pokój nauczycielski" "Klasa B" i jest "Pokój gospodarzy". Zapukałam i otworzyłam drzwi. Przy stole siedział blondyn .który gdy weszłam spojrzał na mnie. Z całej siły starałam się odezwać. Przeklęty Hans! Dlaczego musiał mnie zostawić?! po dobrych paru sekundach wykrztusiłam:
-D-Dzień dobry. S-Szukam Nathaniela.
-To ja. Jak masz na imię?
-V-Vanessa W-Wayne.
-Ach jesteś nowa! No tak. Poczekaj chwilkę.-powiedział przeglądając papiery.-Acha. Dołączysz do klasy 2c. A gdzie twój brat?
-P-powiedział że wpadnie później -wyjąkałam przyjmując plan lekcji i klucz do szafki.-Dziękuje.-Powiedziałam i pośpiesznie wyszłam z klasy. To było dopiero pierwsze zetknięcie z uczniem a czekało ich dziś mnie wiele. Powoli szłam korytarzem rozglądając się. Zobaczyłam wesołą białowłosą dziewczynę gawędzącą z inną , rudą. Obok nich stała dziewczyna z fioletowymi włosami. Zbierając całą swoją odwagę zbliżyłam się i ... zamarłam. Nie potrafiłam się odezwać. Spuściłam głowę i zaczęłam się oddalać. Nagle usłyszałam czyjś głos.
-Hej ty! Cześć! Jesteś nowa? -zapytała się ruda uśmiechając się od ucha do ucha.
-T-Tak. Nazywam się Vanessa.
-Ja jestem Rozalia -uśmiechnęła się białowłosa.- To Irys a to Violetta. -wskazała po kolei rudą i fioletową.
-M-Miło mi poznać -wyjąkałam zawstydzona.
-Coś się stało? -zapytała mnie Irys -Cały czas patrzysz na podłogę.
-N-nie nic mi n-nie jest-powiedziałam nie podnosząc wzroku.
-Chyba mamy drugą Violettę -zaśmiała się Rozalia.- Mam pomysł ! Przypilnujcie jej! Lecę po Alex'ego! -i już jej nie było.
-Rozchmurz się! -powiedziała do mnie Irys.
-P-przepraszam że wam przeszkodziłam -zamierzałam sobie pójść ale Irys chwyciła mnie za rękę.
-O nie! Roza by mnie zabiła jakbym ci puściła wolno. O! już biegnie.
-Cześć dziewczyny! -obok nas pojawił się niebieskowłosy chłopak.
-Alexy! Mamy dla ciebie zadanie! Rozwesel tę oto osóbkę o imieniu Vanessa!- zawołała wesoło Rozalia.
-Cześć. Jestem nowy nazywam się Ha..- do grupki podszedł Hans i zamarł w pół słowa.
Alexy i dziewczyny spojrzał na niego pytająco.
-Van? Serio? To jest możliwe czy ja mam zwidy? Jesteś w tak dużej grupie?! Gratuluje!! -Hans cieszył się jak małe dziecko.
-Znacie się? -zapytał Alexy
-Zapomniałem się przedstawić. Nazywam się Hans a Vanessa jest moją jakby siostrą -Uśmiechnął się rozczochrując moje włosy.
-Hans przestań! -zapomniałam że jestem w grupie i próbowałam strącić rękę Hansa z mojej głowy. Po chwili zamarłam. Spłonęłam rumieńcem.
-Już cię lubię - Uśmiechnęła się Irys. Podniosłam zdumiona głowę a Hans szepnął mi do ucha:
-Pamiętasz? To nowy start i dla mnie i dla ciebie. Przestań się chować. Widzisz że możesz. Proszę zrób to dla swojego dobra.
Wzięłam głęboki wdech i nagle poczułam jak staje się pewna siebie. To było niesamowite. Te osoby zaczarowały mnie.
-Czy mogę poznać innych? -Nagle cała nieśmiałość jaką posiadałam uleciała ze mnie.
-Oczywiście! -powiedziała Roza.
-Ja pójdę już do klasy-powiedziała dotychczas milcząca Violetta.
-Pójdę z Violą. - uśmiechnęła się Irys i pobiegła za Violettą.
-Ruszajmy! -krzyknął wesoło Alexy i od razu pobiegł przed siebie. Zajrzeliśmy do sali B. Siedział tam czarnowłosy chłopak grający na konsoli. W jakiś sposób był podobny do Alexyego.
-Armin! To mój brat bliźniak który całymi dniami gra w te gry. Armin to Vanessa i Hans są nowi.
-Miło mi.- uśmiechnął się. To liceum było naprawdę niezwykłe. Nagle zadzwonił dzwonek i to było na tyle ze zwiedzania.
-Sorry! Musimy lecieć! Do zobaczenia!-krzyknęła na odchodnym Rozalia i popędziła do klasy.
-Musisz zgłosić się do Nathaniela -przypomniałam Hansowi
-Tak masz rację. Poczekaj na mnie na dworze.
-Ok.
Wychodząc otarłam się o blondynkę która wpadła do szkoły z hukiem.
-Patrz jak leziesz! -wrzasnęła na mnie.
-W sumie to ty na mnie wpadłaś ale niech ci będzie.- Chciałam wyjść ale złapała mnie za rękę.
-Co ty sobie myślisz?! Założę się że jesteś tą "nową"! Jak śmiesz mnie obwiniać?!
-...-Spojrzałam na nią zirytowana.
-Co?! Nie odpowiesz mi?!
-...-milczałam wymownie
-Odezwij się szmato!
-Serio? Takie osoby istnieją? -skomentowałam.
-Zapłacisz za to! -Uniosła dłoń chcąc zapewne mnie uderzyć. Spokojnie stałam. Nie zamierzałam pokazywać jej że postąpiła najgorzej jak mogła. Jednak gdy już chciała opuścić rękę chwyciła ją jakaś inna dłoń. Za blondyną stał białowłosy chłopak uniemożliwiający jej uderzenie mnie.
-Amber! Lepiej się uspokój i idz na lekcje.
Wkurzona blondyna spojrzała na mnie i niego z nienawiścią i pobiegła w stronę klasy.
-Dzięki. Nazywam się Vanessa.
-Jestem Lysander. Przepraszam ale lekcje... -
-Rozumiem. Powodzenia. Jeszcze raz dziękuje. -uśmiechnęłam się do niego i wyszłam. Zauważyłam wolną ławkę. Podeszłam do niej i usiadłam. Świeciło słońce. Było naprawdę przyjemnie. W oczekiwaniu na Hansa wyciągnełam MP3i włączyłam piosenki. Przymknęłam oczy. W pewnym momencie coś zasłoniło mi słońce. Gdy otworzyłam oczy ujrzałam czerwonowłosego chłopaka.
-Cześć? -spojrzałam na niego pytająco wyciągając MP3
-Cześć. -spojrzał zapalając papierosa.
-Jestem nowa. Mam na imię Vanessa
-Acha. I?
-Zawsze jesteś taki miły?
-Szczególnie dla nowych. Kastiel.
-Nie powinieneś być na lekcji?
-Może.
Czułam że się mi przygląda. Nagle usłyszałam Hansa:
-Van! Jedziemy do domu!
-Ok ! -odkrzyknęłam-Do zobaczenia- rzuciłam do Kastiela. Wsiadając do samochodu czułam na sobie jego spojrzenie.Przed domem stało Lamborghini Billa. Gdy weszliśmy do domu usłyszeliśmy telewizor. W salonie na kanapie leżał właściciel tej willi.
-Cześć Bill- przywitałam się z nim.
-O witajcie -wstał z kanapy i nas przytulił. - Jak wrażenia z liceum?
-Jest dobrze -powiedziałam
-Nie dobrze tylko fantastycznie! Bill oni ją zaczarowali!! -Wykrzyknął Hans
-Co?
-Po prostu Hans zauważył jak rozmawiałam z paroma osobami i teraz robi z tego sensację -spojrzałam na niego groźnie.
-Ale to świetne! -uśmiechnął się Bill.
-Dobra ,to wy się ekscytujcie a ja idę odpocząć. -rzuciłam i poszłam do swojego pokoju. Postanowiłam iść do parku pobiegać. Przebrałam się w dresy a włosy zaplotłam w warkocz. Wyszłam z domu i zdecydowałam przejść się na pieszo do parku. Gdy tam dotarłam zaczęłam się rozciągać. Potem ruszyłam truchtem naokoło parku. W pewnym momencie jakiś pies zaczął mnie gonić. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego. Pies pod wpływem mojego wzroku nagle się położył i zaczął skomleć. Po chwili usłyszałam wołania:
-Demon! Wracaj tu! Demon! - nadbiegł zdyszany właściciel którym okazał się być Kastiel.
-Demon! Do mnie ale już! -pies podbiegł a Kastiel zapiął mu smycz.
-Uważaj na niego. Może kogoś ugryźć. -powiedziałam
-Boisz się go? -zapytał patrząc na mnie z błyskiem złośliwości w oczach.
-Nie boję się psów. Raczej jest odwrotnie. - powiedziałam ignorując spojrzenie.
-A tak właściwie to co ty tu robisz ? -zapytał
-Biegam. I tak się składa że twój pies mi przeszkodził.-odwróciłam się plecami. Zawiał wiatr i usłyszałam przeciągły gwizd. No tak pewnie zobaczył mój tatuaż. Umieściłam warkocz na miejscu i ruszyłam dalej...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! Dzięki jeżeli przeczytałeś ten rozdział. Wiem że piszę beznadziejnie ale jakoś muszę zacząć. Proszę żebyście dali mi jakieś wskazówki jak mogą poprawić moje opowiadanie. Z góry dziękuje
Miau :3
AnonimowaAnia